Słuchaj nas na Androidzie!
Aby nas słuchać pobierz aplikację na swój telefon a następnie wyszukaj identyfikator naszej stacji: 4627

wpisz nick i wyslij wiadomośc

Jak się bierze płytę do ręki, pierwsze co się rzuca w oczy to panowie z okładki, wystylizowani jak muzycy znanych mi zespołów southern rockowych. W sumie jest to dobry trop. Choć muzycy Strefy nie preferują mojej ulubionej odmiany tego stylu, czyli bardziej hardrockowej mutacji a'la Molly Hatchet, Blackfood czy 38 Special. Bliżej im do Lynyrd Skynyrd a nawet bardziej popowego The Eagles. Jednak gdy weźmie się historię Strefy 50 powstałej w 2009 roku, i zorientuje się, że pierwszy na czym się skupili, to ogrywanie standardów Creedence Clearwater Revival, to po prostu będziemy w domu. Muzyka, którą znajdziemy na "Nie chcemy za wiele" to nic innego niż country-rock z domieszkami bluesa, folku czy też rock'n'rolla. Dwanaście różnorodnych utworów zagranych jest z wigorem i przytupem. Kompozycje w umiejętny sposób nawiązują do klasycznych dokonań tego stylu, przesyconego westernowymi brzmieniami. Piosenki wydają się dość proste i melodyjne, ale w tym wypadku to tylko pozytywna cecha. Być może puryści wytkną muzykom, że są jakąś tam kopią i to nie najlepszą... Tylko kto dzisiaj takich uwag w ogóle słucha? W czasach gdzie wszystko zostało wymyślone liczy się interpretacja, szczerość i wiarygodność, a to wypada na korzyść zespołu. Czuć, że kapela żyje taką muzyką. Wartość tych walorów podkreśla również warsztat muzyków, który zdecydowanie przekracza muzyczną solidność. Cechą charakterystyczną Strefy, a zarazem dużym atutem jest barwa głosu wokalisty, gitarzysty, a zarazem lidera Waldemara "Dzikuna" Błaszczaka. Większość tekstów współgra z muzyką i ogólnie z wyobrażeniem z tym, co ma nieść ze sobą takie granie. Sterfa 50, ich muzyka oraz album "Nie chcemy za wiele" niesie z sobą zabawę. Jest to niezmiernie ważne przy takim graniu.